Nazajutrz Lena obudziła się przed budzikiem. Przez niedomknięte okno wpadało chłodne powietrze, a w ogrodzie ktoś przesuwał drabinę. Przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie jest. Potem zobaczyła na krześle zielony płaszcz babci i przypomniała sobie wszystko: walizkę, dokumenty, dwa kubki na kuchennym stole. Sięgnęła po telefon, ale zamiast sprawdzić wiadomości, odłożyła go ekranem do dołu.
Marek stał pod jabłonią i próbował dosięgnąć pękniętej gałęzi. Na widok Leny zsunął się z drabiny. — Nie chciałem cię obudzić. — I tak już nie spałam. Przyniosła na schody koc i usiadła w słońcu. Oboje zachowywali się tak, jakby wczorajsza rozmowa nie otworzyła czegoś, co od dawna trzymali pod kluczem. Przez chwilę wystarczało im, że gałąź nie spadnie na furtkę.
W domu znalazła kolejne pudełko. Nie było opisane. Wewnątrz leżały listy przewiązane sznurkiem, wszystkie zaadresowane do niej, żaden wysłany. Pierwszy powstał kilka tygodni po jej wyjeździe. Babcia pisała o ogórkach, które nie chciały się ukisić, i o sąsiadce, która znów wygrała konkurs na najładniejszy balkon. Dopiero na końcu dodała: „Nie wiem, czy pytać, kiedy wrócisz. Nie chcę, żeby tęsknota zabrzmiała jak obowiązek”.
Lena czytała powoli, czasem kilka razy to samo zdanie. Znała wszystkie daty z własnego kalendarza. W dniu jednego listu odbierała pierwszą premię. W dniu drugiego siedziała na lotnisku, przekonana, że spóźniony samolot jest największą niesprawiedliwością świata. Żadna z tych chwil nie zawierała miejsca na ogród i czekającą przy telefonie babcię.
Znalazła też kopertę z innym charakterem pisma. Marek nie wpisał adresu. W środku była jedna kartka i fotografia roweru opartego o mur. „Naprawiłem hamulce. Gdybyś chciała jeszcze kiedyś pojechać nad jezioro”. Przez długi czas patrzyła na to jedno zdanie. Nie pamiętała, żeby zabroniła mu pisać. Pamiętała tylko własne milczenie, które najwyraźniej wystarczyło za odpowiedź.
Kiedy wrócił do kuchni, nie chowała listów. Przesunęła fotografię na jego stronę stołu. Marek usiadł i oparł dłonie na kolanach. — Myślałem, że babcia je wysłała — powiedział. Lena pokręciła głową. Po raz pierwszy od przyjazdu nie umiała ułożyć rozsądnego planu. Mogła jedynie zostać przy stole i pozwolić, żeby ktoś dokończył dawno przerwaną rozmowę.
— Rower jeszcze jest? — zapytała. Uśmiechnął się ostrożnie. — Hamulce trzeba sprawdzić od nowa. W ogrodzie szumiała jabłoń. Lena pomyślała, że nie każda spóźniona odpowiedź przychodzi za późno. Niektóre po prostu potrzebują stołu, dwóch krzeseł i odrobiny odwagi, żeby wypowiedzieć zwykłe „tak”.

POZOSTAW PO SOBIE SŁOWO
Między nami.
Możesz komentować bez konta. Komentarze pojawiają się po zatwierdzeniu.
Napisz komentarz+
Cisza przed pierwszym słowem. Zostaw swój komentarz.